Z lat 70-tych... Edward STACHURA...
Wspomnienia z lat 70-tych… 24 lipca 2009 r.(!) ...
* * *
Edward Stachura - (ur. 18 sierpnia 1937 r. w Charvieu we Francji, zm. 24 lipca 1979 r. w Warszawie)…

"…30 lat temu zmarł tragicznie buntownik, włóczykij, jeden z najwrażłiwszych polskich poetów. Hołd oddają mu najwierniejsi. W całym kraju tegoroczne poetyckie imprezy dedykowane są właśnie jemu…
• Urodził się w 1937 roku w rodzinie polskich emigrantów we Francji. W 1956 zdał maturę w Gdyni. W tym samym roku opublikował pierwsze poezje w dwutygodniku „Kontrasty". Od 1957 do 1960 studiował romanistykę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, potem do 1965 na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie rocznej podróży do Meksyku studiował literaturę na tamtejszym uniwersytecie.
Często podróżował, odwiedził m.in. Jugosławię, Bliski Wschód, Norwegię, Szwajcarię, Francję, USA, Kanadę i Meksyk. Żoną Stachury była pisarka Żyta Anna Bartkowska o pseudonimie literackim Żyta Oryszyn. Rozwiedli się w 1972. Stachura popełnił samobójstwo we własnym domu przy ulicy Rębkowskiej w Warszawie. Ważne pozycje w jego twórczości to: „Dużo ognia", „Przystępuję do ciebie", „Po ogrodzie niech hula szarańcza", „Cała jaskrawość", „Piosenki", „Missa pagana", „Fabula rasa", „Dużo ognia i tak dalej", „Się", „Siekierezada albo zima leśnych ludzi", „Wszystko jest poezją. Opowieść - rzeka"."
* * *
Nie rozdziobią nas kruki
Nie rozdziobią nas kruki
ni wrony, ani nic !
Nie rozszarpią na sztuki
Poezji wściekłe kły!
Ruszaj się Bruno,
idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden
już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!
Nie omami nas forsa
ni sławy pusty dźwięk!
Inną ścigamy postać:
Realnej zjawy tren!
Ruszaj się Bruno,
idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden
już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!
Nie zdechniemy tak szybko,
Jak sobie roi śmierć!
Ziemia dla nas za płytka,
Fruniemy w góry gdzieś!
Ruszaj się Bruno,
idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden
już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!
* * *
Nie brookliński most
Rozdzierający
jak tygrysa pazur
Antylopy plecy
jest smutek człowieczy
Nie brookliński most
Ale przemienić
W jasny, nowy dzień
Najsmutniejszą noc
To jest dopiero coś!
Przerażający
jak ozdoba świata
Co w malignie bredzi
jest obłęd człowieczy
Nie brookliński most
Lecz na drugą stronę
Głową przebić się
Przez obłędu los
To jest dopiero coś !
(…)
* * *
|